Casa Giacondi Chianti Denominazione di Origine Controllata e Garantita, rocznik 2015, w cenie 29,99 PLN za butelkę (0,75), zakupione w sklepie Rydzewskiego w Ełku (czerwone wytrawne, szczepy: sangiovese). Firmowane i butelkowane przez firmę MGM Mondo del Vino – Włochy.
Tak więc trzeba zdecydować się, dla kogo piszę o winie i kogo reprezentuję (co w zasadzie jest tym samym). Nie stać mnie na wina znakomite i bardzo drogie, obiektywnie muszę poruszać się tam, dokąd zaniesie mnie kieszeń, dlatego – z pewnością – nie reprezentuję tych około 20% klientów, którzy z racji bogactwa mają w nosie, czy coś jest drogie, czy nie. Inna sprawa, czy klienci z tej transzy są psychicznie gotowi na przyjęcie wina wymagającego i miłości i wiedzy.
Do nich jednak odnoszą się głównie wielkie piwnice w dużych miastach, importerzy świadomi przywilejów i sytuacji, narzucający 100 -200 procent marży i liczący na snobizm klienta, zgodnie z zasadą: lepiej sprzedać jedną butelkę za tysiąc, aniżeli sto, każda za dziesięć. Przy stu butelkach trzeba się sto razy więcej napracować. Do takich klientów udających, że rozumieją górnolotne pienia, adresują recenzje znawcy uprawiający ogródki snobizmów wszelakich. Te 20% klientów nie zamieszkuje w Powiatowej, do której los mnie rzucił, a więc nie dla nich piszę, bo nie miałbym do kogo.
W Powiatowej mieszka, z grubsza, cała reszta. Niekiedy nazywają ją suwerenem, chociaż jest to założenie błędne i zupełnie nie na miejscu, bo suwerenem rzeczywistym są ci, którzy płacą podatki, a więc dają, nie zaś jedynie biorą. Czy to nam się podoba, czy nie, suwerenem realnym jest te 20% populacji, które posiada siłę płaconych podatków, a więc i nabywczą, natomiast cała przywoływana reszta to tylko klientela, którą każdy może omamić byle obietnicą, jako że oszukać najłatwiej tego, który potrzebuje.
I z taką klientelą mam do czynienia na co dzień i dla nich faktycznie piszę, muszę – więc – pamiętać o ich poziomie, co zresztą trudnym nie jest, jako że z kim przystajesz, takim się stajesz. Osiemdziesięcioprocentowa reszta, niejednorodna i zagubiona w nerwicy swojej nieustannej, oczekując na kolejne zapomogi nie odłoży sobie na wino opisywane w Stolicy, bo straci – w ten sposób – kilka schabowych i parę siatek ziemniaków, zresztą woli otumanić się gorzałą, aniżeli dążyć do doskonałości, którą symbolizuje kielich z daleka, wznoszony co niedziela.
Gdyby jeszcze mieli oni dostęp do tego, co oferują znakomitości, ale przecież przez Internet nie wolno (a to, że nie wolno służy faktycznie wielkim tuzom gdzieś w dalekim świecie, a ci w ten sposób pozbywają się konkurencji ze strony marzycieli wyobrażających sobie, że można Online sprzedawać wina dobre i do tego niedrogie. Owszem można, ale nie u nas).
I tak miejsce, z którego piszę, narzuca mi i sposób i przedmiot, a to znów powraca starą śpiewką: wyżej tyłka nie podskoczysz i pozostaje Rydzewski, albo wszystkie pobliskie Biedronki, albo Lidl i inne Kauflandy. Aha, jest jeszcze Polomarket. A ponieważ za stary już jestem i trochę cyniczny, wolę pozostawać tutaj, dokąd los mnie rzucił i nie snobuję się za wszelką cenę być autorem piszącym w klubie wzajemnej adoracji o winach, których już nie poznam.
A więc kolejne Chianti. Nie jest to, co prawda, Corte alle Mura, o którym któryś z Mistrzów raczył się zająknąć, lecz Casa Giacondi od kolejnego włoskiego i winnego giganta – MGM Mondo Del Vino. I ono smakuje, bo blisko je można kupić i winem jest, a nie wodą.
Casa Giacondi Chianti DOCG 2015
Aromat intensywny nieznanych mi owoców, no i fiołków w otoczce z dymu. Barwa czerwona z jasną obwódką przy szkle, klarowna i połyskliwa. Wino z dobrą koncentracją, goryczka tanin i niewielka doza pieprzu, ogólnie rzecz biorąc wiśnie, w nasmaku trochę aronii i wiśni, w śródsmaku to samo, żadnej wanilii. Okrągłe, trochę jędrne, jak winne oceny w Winicjatywie. Polecam, szczególnie Warszawiakom. Niech się do Ełku po wino przejadą. A w zasadzie to nie polecam. Vredit zdorovju.
